W związku z nadchodzącym Świętem Rodzin Zastępczych, przypadającym na 30 maja, Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Bolesławcu publikuje kolejne historie rodzin zastępczych z Powiatu Bolesławieckiego we wzruszających listach…

Historia naszego rodzicielstwa zastępczego
Od lipca 2025 roku nasza rodzina powiększyła się o małą, trzyletnią Darię. Jest ona związana z nami więzami pokrewieństwa — to wnuczka mojego brata. Decyzja o przyjęciu jej do naszego domu była dla nas czymś bardzo ważnym, ale też pełnym obaw. Wiedzieliśmy, że przed nami nowe wyzwania i odpowiedzialność, która zmieni codzienność całej naszej rodziny.
Wraz z mężem wychowujemy troje własnych dzieci w wieku 19, 15 i 13 lat. Na początku zastanawialiśmy się, jak odnajdą się w tej nowej sytuacji, czy zaakceptują Darię i czy uda nam się stworzyć dla niej stabilne i bezpieczne miejsce. Te obawy były naturalne, jednak rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania.
Nasze dzieci przyjęły Darię z ogromnym sercem. Od pierwszych dni otoczyły ją troską, ciepłem i zainteresowaniem. Dziś widok ich relacji często wzrusza mnie do łez — drobne gesty, pomoc w codziennych czynnościach, wspólna zabawa czy spontaniczna opieka pokazują, jak silna więź między nimi się zbudowała.
Naszym najważniejszym celem było stworzenie dla Darii domu, w którym poczuje się bezpiecznie — miejsca pełnego spokoju, harmonii i miłości. Chcieliśmy, aby mogła poznawać świat od tej dobrej strony, rozwijać się w atmosferze zrozumienia i stabilizacji. Z każdym dniem widzimy, że to się udaje. Daria coraz bardziej się otwiera, nabiera zaufania i odnajduje swoje miejsce w naszej rodzinie.
Dziś możemy powiedzieć, że choć początki były pełne niepewności, nasza decyzja była jedną z najważniejszych i najpiękniejszych w naszym życiu. Nasz dom stał się miejscem, gdzie każdy ma swoje miejsce, a wzajemna troska i bliskość są fundamentem codzienności.

,,Razem silniejsi” – nasza droga do rodzicielstwa zastępczego”
Nasza wspólna podróż zaczęła się 9 lat temu. Przełomem był rok 2022, kiedy braliśmy ślub. Wówczas wiedzieliśmy jedno: chcemy stworzyć dom pełen ciepła, w którym każdy czuje się ważny, co skutkowało decyzją, aby założyć rodzinę. Mieliśmy swoje plany i marzenia, ale życie przygotowało dla nas scenariusz, którego nie dało się przewidzieć, a który wypełnił naszą codzienność zupełnie nowym sensem. Ważnym etapem na naszej drodze byli znajomi, którzy sami pełnili funkcję rodziny zastępczej lub mieli dzieci przysposobione. To dzięki nim po raz pierwszy tak blisko zetknęliśmy się z tematem pieczy zastępczej. Obserwowanie ich codzienności, rozmowy o wyzwaniach i radościach, jakie niesie ze sobą ta rola, sprawiły, że zaczęliśmy dojrzewać do własnej decyzji. Wszystko zaczęło się od wolontariatu w domu dziecka. To tam poznaliśmy chłopca, który skradł nasze serca. Od pierwszych spotkań czuliśmy, że między nami a nim rodzi się coś wyjątkowego. Zauważyliśmy, że w naszej obecności dziecko zaczyna się otwierać i częściej uśmiechać. Zaczęliśmy zapraszać go do naszego życia na weekendy, a wspólne Święta stały się momentem, w którym oficjalnie stał się częścią naszej rodziny. Choć ta nowa rola przyszła znienacka, poczuliśmy, że to właśnie na nią czekaliśmy od lat. Bycie rodziną zastępczą zmieniło nie tylko jego, ale i nas. Jako rodzice zastępczy czujemy się teraz silniejsi i bardziej zmotywowani do działania. Każdego dnia mamy w sobie nową energię, by uczyć się rzeczy, o których wcześniej nie myśleliśmy – tylko po to, by lepiej rozumieć jego świat i potrzeby. Ten trud ma najpiękniejszą nagrodę: naoczne efekty, które widzimy w rozwoju dziecka. Każdy jego postęp, każdy przepracowany lęk i każdy uśmiech to dla nas namacalny dowód na to, że nasza praca ma ogromną moc. Nasza codzienność to teraz wspólne wycieczki, ćwiczenia i zabawy na świeżym powietrzu. Uczymy go, jak budować relacje z innymi ludźmi i jak radzić sobie z trudnymi emocjami. Czy czujemy się spełnieni? Bez wątpienia. Patrząc na to dziecko, wiemy, że każda wspólnie spędzona chwila buduje fundament, na którym ono może bezpiecznie rosnąć, a my razem z nim.
– Aleksandra i Wiktor
Dlaczego chcemy zostać rodziną zastępczą ?
Jesteśmy parą, która wspólnie przeszła przez wiele etapów życia. Dziś, jako dojrzali i spełnieni ludzie, patrzymy na nasz dom, który od lat jest pełen ciepła i spokoju, i czujemy, że mamy w nim jeszcze bardzo dużo miejsca dla kogoś, kto tego bezpieczeństwa nigdy nie zaznał. Nasze dzieci dorosły i wyfrunęły z gniazda, zostawiając nam ciszę, którą bardzo chcielibyśmy wypełnić dziecięcą radością i nową energią. Nie kieruje nami tylko obowiązek, ale przede wszystkim potrzeba serca. Wierzymy, że nasza dojrzałość i bagaż życiowych doświadczeń to fundament, na którym dziecko może poczuć się naprawdę ważne i kochane. Chcemy po prostu być obok – towarzyszyć w trudnych chwilach, wspólnie cieszyć się z małych sukcesów i pokazywać, że codzienność może być dobra, przewidywalna i pełna troski. Uwielbiamy podróżować i odkrywać świat. To nasza wielka miłość, którą chcielibyśmy przelać na dziecko – pokazać mu, jak piękny i różnorodny jest świat, nauczyć go ciekawości i odwagi w spełnianiu marzeń. Chcemy, aby poczuło, że nie jest samo, że ma kogoś, kto z pasją i cierpliwością wprowadzi je w dorosłe życie.
Wrażliwość na drugiego człowieka i empatia to wartości, które nas ukształtowały. Pomaganie innym od zawsze dawało nam poczucie szczęścia, dlatego naturalnym krokiem wydaje nam się otwarcie drzwi naszego domu. Chcemy stworzyć rodzinę, w której miłość nie jest tylko słowem, ale wspólnym spędzaniem czasu, zrozumieniem i poczuciem, że jest się u siebie.
Lidia i Wojciech

Martyna i Filip
Byliśmy małżeństwem od troszkę ponad roku. Nasz plan był dość jednoznaczny: do trzydziestki skupić się na rozwijaniu biznesu i podróżach, a później ewentualnie myśleć o powiększeniu rodziny. Jak to mówią: „Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz Mu o swoich planach.”
W lutym 2025 roku poznaliśmy pięciolatka bez przednich ząbków. Patryk przyjechał na kilka dni na ferie zimowe do rodziców Martyny, żeby nie zostać w Domu Dziecka bez kolegów i koleżanek, którzy wyjechali do zaprzyjaźnionych rodzin. Po kilku dniach musieliśmy odwieźć Patrysia z powrotem do Domu Dziecka… uczucie okropne. Obiecaliśmy, że w kolejny weekend znowu się spotkamy. Tak też zrobiliśmy. Potem umawialiśmy się na kolejne i kolejne weekendy. Z czasem niedziele, w które musieliśmy go odwozić do Domu Dziecka, stały się najgorszym dniem tygodnia. Wtedy dotarło do nas, że nie tylko wyrządzamy ból sobie, ale przede wszystkim temu wspaniałemu dziecku, które żyło na walizkach od poniedziałku, odliczając dni do piątku, kiedy ciocia i wujek po niego przyjadą. Zaczęliśmy z mężem rozmyślać i modlić się o pomoc w podjęciu decyzji, co dalej. Przecież to absolutnie nie był nasz plan. Zrozumieliśmy jednak szybko, że o ile nie byliśmy na 100% zdecydowani, czy chcemy zostać rodziną zastępczą, to na 100% wiedzieliśmy, że nie możemy zostawić Patrysia w Domu Dziecka. Od momentu, kiedy uświadomiliśmy sobie, że to nasza misja i że — świadomi obowiązków i wyrzeczeń — przyjmujemy Patryka do rodziny, przyszedł czas na wszelkiego rodzaju formalności. Tutaj chapeau bas dla PCPR w Bolesławcu. Szkolenia, analizy i dokumentacja przebiegły znacznie lepiej, niż można było to sobie wyobrazić. A jako że nie ma przypadków, rozprawa w sądzie odbyła się równie szybko i na początku września 2025 roku byliśmy już oficjalnie rodziną zastępczą Patrysia.
O naszym nowym domowniku można by pisać godzinami. Jest wspaniałym chłopcem, z ogromnym potencjałem i jeszcze większym sercem. Wniósł w nasze życie dokładnie to, czego nie byliśmy świadomi, że nam tak bardzo brakuje. Codziennie uczymy się od siebie nawzajem. Rozkochał w sobie całą naszą rodzinę, a jako najmłodszy wnuk rozpieszczaniu nie ma końca. Bycie rodziną zastępczą to oczywiście nie same wspaniałe chwile — bywa ciężko. Kontakt z rodziną biologiczną oraz pewne jeszcze nieprzepracowane traumy bywają wyzwaniem. Wyzwaniem, ale nie przeszkodą. Przed podjęciem tej wielkiej decyzji baliśmy się, czy sobie poradzimy — czy ogarniemy życie, pracę, dziecko, pasje, czy będziemy musieli zrezygnować z części siebie… Strach miał wielkie oczy, nie tylko nie musieliśmy zrezygnować z części siebie, ale odkryliśmy siebie na nowo. Jedyne, czego szczerze boimy się dziś, to świadomość, że rodzina zastępcza nie daje gwarancji, że Patryś będzie u nas na zawsze. Mimo że w przyszłości może być różnie, Patryk już zawsze będzie naszym pierwszym synkiem. Zawsze będzie miał u nas swoje miejsce. A my teraz, bogatsi o tę świadomość, jeszcze bardziej doceniamy każdy dzień, który mamy razem. Patryś często wspomina, że jak będzie duży i będzie miał żonę, to będą mieszkali blisko nas. Dokładnie tego sobie życzymy. Nie moglibyśmy wyobrazić sobie lepszej rodziny — może i zastępczej, ale miłość w niej jest na zawsze. ❤️
Martyna i Filip
Dom, który przerwał milczenie. Historia walki o bezpieczne dzieciństwo
Często mówimy, że rodzina to fundament. Jednak co dzieje się, gdy ten fundament zaczyna pękać pod ciężarem nałogów, kłótni i zaniedbań? Moja historia to opowieść o tym, jak w ciągu zaledwie kilku miesięcy nasze spokojne życie zmieniło się w misję ratunkową – misję, której celem było ocalenie dwóch młodych osób przed „błędnym kołem” patologii. Pod koniec 2025 roku zapadł wyrok, który dla wielu byłby końcem świata, a dla nas stał się początkiem nowej drogi. Sąd, po licznych nieprawidłowościach w domu mojej mamy – m.in. uzależnieniu jej męża, fatalnych warunkach bytowych, awanturach – zdecydował o ograniczeniu władzy rodzicielskiej. Mój najmłodszy brat, 12-letni Kamil, trafił do domu dziecka. Choć wiedzieliśmy z partnerem, że sytuacja w domu nie jest dobra i staraliśmy się pomagać, nie znaliśmy pełnej skali problemu. W momencie ogłoszenia decyzji sądu wiedziałam jedno: nie pozwolę, by mój brat dorastał w placówce. Razem z partnerem, z którym buduję wspólne życie od 16 lat, podjęliśmy decyzję o zaopiekowaniu się Kamilem.
Podwójne wyzwanie
Los nie przestał nas wystawiać na próbę. W styczniu 2026 roku kolejna tragedia dotknęła naszą rodzinę. Moja druga siostra, zmagająca się z problemami psychicznymi i skutkami wieloletnich zaniedbań, straciła prawa do opieki nad swoim 7-letnim synem, Adasiem. Dzięki szybkiej reakcji i sprawnym procedurom prawnym, Adaś również trafił pod nasze skrzydła. W jednej chwili nasz stabilny, poukładany świat musiał przejść całkowitą metamorfozę. Z pary prowadzącej spokojne życie, staliśmy się opiekunami dwójki dzieci z ogromnym bagażem doświadczeń.
Walka o normalność
Początki nie były łatwe. Adaś trafił do nas zaniedbany emocjonalnie i intelektualnie. Wymagało to od nas wdrożenia sztywnych rutyn, które dają dzieciom poczucie przewidywalności, intensywnej pracy edukacyjnej i nadrabiania zaległości oraz ogromnych pokładów cierpliwości, by odbudować ich poczucie własnej wartości. Dziś, po kilku miesiącach, z dumą patrzę na owoce tej pracy. Adaś stał się wesołym, ambitnym uczniem, który z dumą prezentuje swoje osiągnięcia. Kamil odzyskał spokój i poczucie bezpieczeństwa, dzięki czemu może kontynuować naukę i rozwijać swoje pasje bez strachu o jutro.
Czy ta zmiana stylu życia była trudna? Tak. Czy wymagała wyrzeczeń? Oczywiście. Jednak patrząc na uśmiech chłopców, mam pewność, że błędne koło patologicznych schematów zostało ostatecznie przerwane.
Moja historia jest dowodem na to, że determinacja i miłość potrafią zdziałać cuda. Chciałabym, aby była ona inspiracją dla innych – warto walczyć o dzieci, warto dawać im szansę na normalność, której same nie mogły sobie wybrać. Dziś Kamil i Adaś nie są już „dziećmi z problemami”. Są dziećmi, które wreszcie są „u siebie”.
….
Przygoda życia
Swoją przygodę z rodzicielstwem zastępczym zaczęliśmy w grudniu 2025 roku, kiedy Michał zapytał czy mógłby być z nami, chociaż nasza cała rodzina znała go i zżyła się z nim już dużo wcześniej gdy przeprowadziliśmy się do Nowogrodźca. To właśnie wtedy On „zaopiekował się” naszym synem gdy poszedł do nowej szkoły. Spędzał z nami sporo czasu, uczestniczył w uroczystościach rodzinnych. Na dzień mamy wręczał mi czekoladę… Wychowywał go tylko ojciec, z którym dobrze się dogadywał, widziałam jak bardzo dba o niego i go kocha. Kiedy zmarł od razu wiedziałam, że nie może zostać sam. Później była rozmowa z mężem, który sam też chciał mi zaproponować byśmy wzięli go pod opiekę. Michał to dobry chłopak, który chce być zwykłym nastolatkiem. Potrzebuje tylko wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, zrozumienia i miłości. Chcemy pomóc mu wejść w dorosłość już bez żadnych problemów i ze świadomością, że ma na świecie ludzi, którzy w niego wierzą, pomogą mu w problemach, że ma nas, swoją rodzinę, swoją „zastępczą” mamę, której nigdy nie miał, z którą będzie mógł obchodzić dzień mamy.
Jeśli chodzi o formalności było ich sporo, miałam trochę obawy, czy będziemy wystarczająco dobrymi kandydatami, jednak Pan Jarek pomagał nam we wszystkim, a będąc na kursie poznałam inne rodziny zastępcze, które nie były idealne, były normalne! Poczułam spokój i wiedziałam, że nie jesteśmy sami, nie jesteśmy inni. Kurs z Panią Beatką i Agnieszką jest super, naprawdę przydałby się każdej rodzinie.
Ta przygoda nadal trwa, a być może będzie trwać dalej z kolejnym małym człowiekiem.
Aleksandra i Sławomir
Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Bolesławcu poszukuje kandydatów na rodzinę zastępczą niezawodową oraz rodzinę zastępczą zawodową, pełniącą funkcję pogotowia rodzinnego.
Osoby zainteresowane prosimy o kontakt osobisty lub telefoniczny z pracownikami Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Bolesławcu Plac Marsz. J. Piłsudskiego 2, 59-700 Bolesławiec pod numerem telefonu 75 612 17 82, 89 w godz. 7.30 do 15.30 (od poniedziałku do piątku) lub email: centrum@pcpr.boleslawiec.pl
Jeśli jesteś otwarty, odpowiedzialny, masz ustabilizowaną sytuację życiową i chcesz podzielić się miłością…
ZAPRASZAMY !!!
(PCPR w Bolesławcu/foto: www.magnific.com)